





Czas płynie nieubłaganie. Nie wiem kiedy minęło lato. W moim wieku czas upływa dwa razy szybciej.Czas spędzony na wsi w tym roku był czasem wspaniałym. W mojej wiejskiej chałupce oddycha się i żyje zupełnie inaczej. Cisza i zieleń to najważniejsze moje towarzyszki. Zrobiłam dużo nowych zdjęć, odwiedziłam wiele wspaniałych nowych miejsc. Pracowicie spędziłam ostatnie dwa miesiące na robieniu różnych przetworów. Bardzo będzie mi brak przepięknych wschodów i zachodów słońca , widoków mojego ogrodu a także leniwych chwil spędzanych przy czytaniu na moim tarasie. Teraz to wszystko trzeba zostawić i przestawić się na inny, miejski tryb życia, który także lubię. Teraz będę wiecej czasu spędzała przy komputerze, odwiedzała swoje ulubione strony w internecie, więcej książek będę mogła przeczytać. Chcę nauczyć się trochę niemieckiego. Pojadę odwiedzić dzieciaki do Warszawy. Tak więc planów mnóstwo oby tylko dopisało zdrowie.
A to już listopad
Listopad 7th, 2011 by regionalnaemerytkaGdzie są grzyby?????
Wrzesień 28th, 2011 by regionalnaemerytkaBallada o miedzi
Luty 17th, 2011 by regionalnaemerytkaCzytam właśnie w dzisiejszej „Wyborczej”, że Pan Jacek Głomb – dyrektor legnickiego teatru – zamierza pokazać na scenie teatralnej, opowieść o historii i współczesności Zagłębia Miedziowego. Premiera ma się odbyć w Lubinie, z okazji 50 lecia KGHM-u. Znany jest roboczy tytuł przedstawienia: „Próba orkiestry”. Jestem wielką entuzjastką Jacka Głomba i na pewno zrobię wszystko, żeby to przedstawienie zobaczyć. Głogów tak jak Lubin, jest przecież także miastem Zagłębia. Pamiętam, że kiedy wrociłam do Głogowa w 1972 roku , zdumiało mnie tempo rozbudowy tego miasta. Moja Mama ściągnęła mnie tutaj z powrotem, bo stwierdziła, że tylko tutaj mam szansę na lepsze życie , mieszkanie i dobrą pracę i nie pomyliła się. W Głogowie dostawało się bardzo szybko mieszkanie, mąż mój oczywiście dostał pracę w kopalni i dzięki temu mogliśmy spokojnie zakładać rodzinę. Że czasem było dziwnie? No cóż takie czasy. Jacek Głomb przygotowując się do swojego przedstawienia chce, aby mogli w nim zabrać głos zwykli ludzie tutaj mieszkający. Mówi,że chciałby, aby teatr stał się dla nich takim medium, za pośrednicwem którego będą oni mogli mówić o swoich marzeniach, lękach, nadziejach i niepokojach. Ciekawe prawda? Chyba do tej pory nikt nie zajmował się tak bardzo zwykłymi ludźmi tutaj żyjącymi. Myślę,że Pan Jacek Głomb będzie mial dużo pracy, jeśli rzetelnie i ciekawie będzie chciał pokazać czasy pionierskie, wydarzenia w stanie wojennym a potem współczesność . Tym bardziej, że tak jak on sądzę, że mieszkańcy Zagłębia żyją w takim trochę zamkniętym kręgu i wiele tematów stanowi tutaj tabu. Twórcy chcą tę historie o Zagłębiu wystawić w jakimś autentycznym miejscu (tak jak Balladę o Zakaczawiu). Czekają na podpowiedzi, gdzie mogłoby to nastąpić. Czekają także na pomoc w zbieraniu wspomnień, pamiątek i dokumentów dotyczących historii Zagłębia. To wszystko jest bardzo interesujące tym bardziej,że premiera przedstawienia miałaby się odbyć już we wrześniu tego roku. Osobiście trzymam bardzo kciuki za Pana Dyrektora i może sama napiszę do niego opisując jakąś historię z mojego tutaj życia. Zachecam także innych głogowian do kontaktow z twórcami spektaklu.
Jak można tak śmiecić???
Luty 7th, 2011 by regionalnaemerytkaNiestety można i to jeszcze jak !! W niedzielę wybraliśmy się na przejażdżkę samochodową i to co zobaczyliśmy tuż za Serbami, przeszło nasze najgorsze wyobrażenia. Całe pobocza w lesie, tuż za Serbami i potem w kierunku na Golę, wyglądają jak jedna wielka śmieciarnia. Na zebranych butelkach po piwie wrzucanych prosto do rowów wzdłuż lasu, można chyba zarobić niezłą sumkę. Obraz wszędzie porozrzucanych worków ze śmieciami, które chyba wywozi się do lasu w samochodach i porzuca w lesie, robi niesamowity widok. Tylko o tej porze roku można coś takiego zobaczyć, bo potem wszystko przykryje rozrastająca się szybko zieleń. Co można zrobić z ciągle narastającym problemem zaśmiecania środowiska. Najprościej trzeba by zmienić mentalność przeciętnego Polaka! Ale to czysta teoria. Polacy tak szybko nie chcą zmieniać swoich przyzwyczajeń. Osobiście myślałam, że najczęściej na wsi ludzie rozwiązują problemy ze śmieciami, wywożąc je prosto do lasu. Obserwujemy to od paru lat i bardzo mało się zmienia. Często chodząc na grzyby, znajdujemy całe ciężarowki wyrzuconych z jakiejś posesji śmieci. Podrożał ostatnio wywóz śmieci i może to jest częściowy powód takiego postępowania ale myślę, że nie tylko. Nasze dzieciaki w szkołach bardzo często biorą udział w różnego rodzaju akcjach zbierania np.puszek itp. I to jest chwalebne, ale jak to jest z pozostałą resztą społeczeństwa? Mój mąż przynosi ze swoich wędrówek po oklicy każdą znalezioną puszkę po piwie, zbiera to parę miesięcy a potem zaprasza jakiegoś dzieciaka z pobliskiej wioseczki i oddaje to wszystko w jego ręce. Wierzcie mi,że przynajmniej kilku uczniów jest mu wdzięcznych. Na przykład Czesi, którzy podobnie jak my ciagną za sobą piętno komunizmu, dużo szybciej wprowadzili zachodnioeuropejski sposób gospodarowania odpadami.Po prostu, od 2001 roku gminy przejęły zarząd nad odpadami i prawie w całości udało im się wyeliminować dzikie wysypiska, no ale oni już wcześniej zaangażowali samorządy do sprawowania opieki nad śmieciami. Siedmiokrotnie mniejsza od Polski Dania ma 28 spalarni śmieci i nie przeszkadza to w utrzymywaniu jednego z najniższych poziomów emisji zanieczyszczeń w całej Uni Europejskiej. W niektórych duńskich miejscowościach istnieje system ulicznej segregacji odpadów.Specjalne ciężarowki zabierają śmieci pozostawione na ulicach w różnokolorowych workach. Odpady zbierane są też w sklepach. Na każdy zakupiony napój nałożona jest kaucja, w przeliczeniu ok.80 groszy, co ma zachęcić mieszkańcow do zwrotu opakowania. Podobno ten system sprawdza się perfekcyjnie.Odzyskuje się niemal 100% plastikowych, szklanych butelek i puszek . U nas leżą one w rowach i na skrajach lasów. Taki system zachęty jak w Danii mógłby chyba funkcjonować także u nas. Dlaczego nie funkcjonuje?? Myślę także, że wspomniane już wyżej dzieci, edukowane ekologicznie od najmłodszych lat, najbardziej wspierają system walki z nadmiarem odpadów, ale trzeba zainwestować absolutnie jak najszybciej w edukację ekologiczną naszych najmłodszych. Dzieciaki przynoszą bowiem zdobytą wiedzę do domów, od małego przyzwyczajając do proekologicznych zachowań nie tylko siebie ale także i swoich rodziców!! Właśnie o to przecież nam chodzi!. Inwestujmy więc w nasze pociechy!!
Głogów.Portret miasta.
Styczeń 12th, 2011 by regionalnaemerytkaTaki tytuł ma książka , na promocji której, udało mi się być w restauracji „Pod Starym Głogiem” w Ratuszu. Bardzo przyjemna uroczystość , wielu znajomych i znakomita książka. Znam jej autorów i jestem pełna podziwu dla faktu, że tak szybko powstała. Państwo Popielowie robią doskonałe zdjecia od dawna, ale Basia zadziwia mnie coraz bardziej, bo jest coraz lepsza i wróżę jej coraz lepszą przyszłość fotograficzną, którą Jerzy ma już ugruntowaną. Pan Antoni Bok ma zawsze bardzo dużo dobrych pomysłów i to szalenie pracowity człowiek. Ma przy tym bardzo dużą wiedzę na temat historii naszego miasta i nie tylko. To przyjemność porozmawiać z nim.Tak więc książka podoba mi się bardzo. Pomysł przedstawienia Głogowa w czasie teraźniejszym i zamieszczenie w niej zdjęć niebanalnych i pokazujących ludzi od trochę innej strony, wydaje się czymś nowym i świeżym. Świetne są portrety zwykłych ludzi, świetne są także krajobrazy , przepiękne zdjęcia zrobione z lotu ptaka. Podsumowując należy stwierdzić, że sukces książki murowany. Pomysł zorganizowania takiej promocji książki jest wspaniały, mam nadzieje, że to dopiero początki takich kulturalnych przedsięwzięć i najważniejsze, że w końcu znajdują się pieniądze na pokazanie czegoś nowego. Gratulacje. 
A Nowy Rok już tuż, tuż…
Grudzień 27th, 2010 by regionalnaemerytka





Niebezpiecznie szybko upływa czas ludziom w moim wieku. Nie bardzo można się zorientować kiedy znów upłynęło kolejnych12 miesiecy, znów jest grudzień i oczekiwanie na Nowy Rok. 60 -latkowi upływa on 60 razy szybciej niż dziecku. Pamiętam jak wlókł się czas w dzieciństwie kiedy czekało się na choinkę, Mikołaja, święta a teraz nie wiadomo kiedy mija lato, które stanowczo za krótko trwa, jesień przychodzi sobie cichutko a zima pojawia się podstępnie, bardzo szybko i… znów mamy kolejny koniec roku. Styczeń i luty trochę nam się ciągną ale marzec przecież to już wiosna i tak w kółko. Osobiście nie bardzo lubię zimę więc czekam zawsze na wiosnę, którą uwielbiam i lato, które kocham. Te dwie pory roku są najpiękniejsze na wsi. Budząca się przyroda wiosną i pełnia leniwego lata, są urzekające. Jesień toleruję tylko dlatego, że mogę chodzić po lesie i zbierać grzyby i oczywiście wtedy podziwiać przyrodę ale zawsze myśl o następnej porze roku bardzo mnie deprymuje. Tegoroczne święta nadeszły także cicho i niepostrzeżenie. Nagle trzeba było się zatroszczyć o prezenty i przygotowanie Wigilii. W moim domu jest ona jak najbardziej tradycyjna. Barszcz czerwony z uszkami, pierogi z kapustą (obowiązkowo świeże) , czasem groch z kapustą i kluski z makiem, zawsze karp smażony i czasem tylko w galarecie. Mój mąż lubi zupę rybną więc bywa ona w naszym menu wigilijnym no i oczywiście śledzie najchętniej z zalewy, którą sama robię lub kupuję takie prosto z beczki i przyrządzam je z sosem śmietankowym połączonym z mleczem. Pychotka. Ciasta jak najbardziej związane z tradycją bożonarodzeniową, a więc makowce (piekę je zawsze sama), sernik i obowiązkowo tort kawowy. Parę razy próbowalam zrobić inny, ale dzieci skutecznie dały mi do zrozumienia, że „mamo te wszystkie wynalazki to owszem, ale zrób nasz tort kawowy”. Cała tejemnica polega na upieczeniu dobrego biszkoptu i zrobieniu dobrego kremu kawowego. W tym roku upiekłam także pierniczki i o dziwo nie były twarde jak kamienie a więc będzie co podjadać w najbliższych miesiącach. Oczywiście przeważnie robi się wszystkiego trochę za dużo, ale odkąd dzieciaki są w Warszawie to nie ma kłopotu z zagospodarowaniem przygotowanych przysmaków. Na Nowy Rok piekę zawsze jakiś drób, robię bigos i coś słodkiego. Ponieważ za parę dni będziemy go witać, chciałam wszystkim, ktorzy natkną się na mojego bloga życzyć w tym Nowym 2011 Roku dużo szczęścia, wytrwałości, pogody ducha, spełnienia najskrytszych marzeń a także dedykuję wierszyk, który bardzo lubię.
Na szczęście, na zdrowie,
Na ten Nowy Rok
Żeby się wam darzyło, mnożyło
Wszystko stworzenie
W komorze, oborze, na polu daj Boże !
W każdym kątku po dzieciątku
A w kieszeni po tysiączku
Tego wszystkiego życzy Wam Regionalna Emerytka i przesyła jeszcze kilka wspomnień z lata.
Bardzo dziwna jesień
Listopad 22nd, 2010 by regionalnaemerytka
Jesień jest przepiękna ale tegoroczna także nieprzewidywalna. Początki listopada piękne a potem już coraz gorzej. Do naszej wiejskiej chaty nie można normalnie przejechać -tyle wody na drodze do naszego domu. Ostatni dwukilometrowy odcinek staje się właściwie nieprzejezdny.Od dawna nie było takiej ilości opadów na tym terenie. Przeważnie borykaliśmy się z suszą. Tegoroczne lato było pierwszym od kilku lat, kiedy nie trzeba było troszczyć się chociażby o podlewanie ogrodu. Pojawiła sie natomiast woda w naszej piwnicy i jest tam do dziasiaj. Tegoroczne lato było jak zwykle krótkie a może to tylko nam ludziom starszym tak szybko upływa czas. Nie wszystko udało mi się tego lata zrobić. Najpiękniejsze w moim ogrodzie w tym sezonie były astry, które kwitły do poźnej jesieni. Odwiedziło nas tego lata bardzo wielu znajomych. Była też nasza rodzina na paru przyjemnych uroczystościach. Ogólnie lato udane ale najprzyjemniejsza pora roku u nas, to wczesna jesień, kiedy pojawiają się w okolicznych lasach grzyby. Na ich brak w tym roku chyba nikt nie narzekał. Nasza chatka jest na szczęście oddalona od miejsc, które najczęściej odwiedzają grzybiarze. Na szczęście udaje nam się mieć swoje ulubione miejsca, które także doceniają odwiedzający nas goście. Staliśmy sie też wybredni w zbieraniu grzybów. Najbardziej kręcą nas prawdziwki dębczaki (bo rosną tylko w alejkach dębowych w pobliżu domu). Prawdziwki owe mają malutkie łebki i bardzo grube korzonki i pojawiają się już w końcu maja. To prawdziwy rarytas dla smakoszy. Zawsze udaje nam się zrobić kilka przyjemnych kolacyjek. Robi się je najprościej. Nigdy nie obgotowuję takich grzybów. Masełko, cebula i dusimy je bardzo krótko. Wtedy właśnie najbardziej pachną a jak smakują!! W tym roku chyba najwięcej było podgrzybków ale i prawdziwków także niemało. Już dawno nie widziałam takiej ilości grzybiarzy, którzy wynosili z lasu całe kosze podgrzybków. Nam udało się w tym sezonie doświadczyć nowych smaków, ponieważ na terenach gdzie mieszkamy, pojawiły się po paru latach posuchy rydze. Rosną one w małych zagajniczkach sosnowych. Niestety bardzo dużo okazało się robaczywych ale i tak niespodziewanie udało nam się zrobić spore zapasy na zimę. Najlepsze są także te duszone na maśle z cebulką. Można je także kisić. Samo zbieranie nie jest może najprzyjemniejsze, ponieważ trzeba to robić „na czworaka”, ale rosną w dość dużych skupiskach i przy odrobinie szczęścia w jednym miejscu można zebrać ich naprawdę dużo. Zbieraliśmy także kanie, które w tym roku pojawiły sie w dużych ilościach. Warto je usmażyć na maśle a potem zalać przygotowaną zalewą octową i zostawić na zimę. Smak niezapomniany.Polecam!
Wybory,wybory
Listopad 18th, 2010 by regionalnaemerytkaSkrzynka pocztowa pęka w szwach.Jeszcze nie widziałam tylu pięknych, kolorowych, drukowanych na dobrym papierze ulotek reklamujących się i promujących swoje osiągniecia kandydatów na radnych. Ileż to papieru zmarnowanego a jakie śmieszne te reklamowe teksty. Dobrze chociaż, że jest trochę nowych, młodych twarzy i kandydatów. Najbardziej niepokoją nasi starzy znajomi z rady miasta i rady powiatu, którzy obudzili się nagle z letargu i ożywili trochę, żeby poinformować, że teraz w tej nowej radzie to oni na pewno będą super aktywni i bardzo będą dbali o nasze interesy.Dziwi mnie to, że uważają oni swoich wyborców za bardzo naiwnych ludzi, którzy natychmiast w to uwierzą a przecież wyborcy dzisiaj to ludzie, którzy dużo bardziej interesują się życiem w mieście , słuchają lokalnego radia i oglądają telewizję. Ze zdziwieniem czytam, że nawet panie radne, które chyba nigdy nic nie powiedziały do mikrofonu a tylko były ozdobą sesji, teraz nagle wyliczają w swoich ulotkach co też one nie zrobiły dla naszego miasta czy powiatu. No cóż gratuluję odwagi. Bardzo źle ogląda się w telewizji lokalnej trzęsące się ręce kandydatki, która bardzo niecierpliwie słucha swoich kontrkandydatów dając im do zrozumienia, że to jej zajmują cenny czas, bo tylko ona ma szanse. Bardzo nie podoba mi się zmienianie barw partyjnych tuż przed wyborami. Jak można mieć zaufanie do człowieka, który nagle przechodzi sobie do innej partii o skrajnych dla niego poglądach . Czy uważa wyborców za naiwniaków, którzy tego nie widzą.? Nie dajmy się zwariować i głosujmy tak jak nam dyktuje sumienie a nie tak jak chcą inni.
Warszawa w lecie i nie tylko
Wrzesień 5th, 2010 by regionalnaemerytkaWitam po przerwie wakacyjnej, ale zanim naprawdę zacznę myśleć o jesieni napiszę słów parę o moich wakacyjnych wojażach. A więc najpierw Warszawa. W sierpniu jest tam całkiem przyjemnie bo Warszawiacy wyjechali na urlopy i można poruszać się po mieście bez problemu. Osiedle Lazurowa gdzie przez tydzień mieszkałam (Bemowo) całkiem przyjemne bo budyneczki tylko dwu lub trzypietrowe. Wyższe ze wzgledu na planowane metro niewskazane. Osiedle należy do tych strzeżonych i nie wiem czy to mi się podoba. Z pewnością ma to dobre i te złe strony.Podziemne garaże robią wrażenie no i nowe zupełnie inaczej budowane i wyposażane klatki schodowe także. Jednakże najbardziej zdumiał mnie stojący wśród zieleni prawie na środku osiedla jednorodzinny domek, który cudem chyba się ostał.Przypomniał mi się natychmiast francuski film „Kapuśniaczek”, gdzie jego bohater także w takim domku mieszkał a wokół budowało sie juz zupełnie inne osiedle.Oczywiście odwiedziłam inne znane mi już miejsca . Krakowskie Przedmieście i Starówka to stałe miejsca odwiedzin podczas pobytu w tym mieście. Na Starówce można w sierpniu posłuchać dobrej jazzowej muzyki w ramach dorocznej imprezy „Jazz na Starówce”. Bardzo ciekawe zespoły i fajna muzyka (jeśli lubi się jazz).Gorzej ze znalezieniem miejsca na dobre jedzenie. U Marty Gesler wystraszyły nas zupełne pustki. W dużej sali przy wielkim stole siedziały tylko dwie osoby a śmiesznie ubrani panowie przy wejściu idący za nami krok w krok także nie byli przyjemni. Ogródki kawiarniane natomiast przepełnione i jedzenie tam serwowane jest bardzo wątpliwej jakości a ceny wzięte chyba z sufitu. Zamówiona golonka okazała się twarda i niezbyt świeża, polędwiczki z kurkami były zupełnie bez kurek a pierogi z mięsem miały okropne nadzienie i właściwie nie nadawały się do jedzenia. Tak więc totalna porażka. Byłam także pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim i jestem przekonana po tym co zobaczyłam, że krzyż powinien znależć inne, godne miejsce, bo dyskusje i zachowanie osób , które tam przychodzą, są karygodne. I nigdy nie przypuszczałam, że we wrześniu w dalszym ciągu problem nie zostanie rozwiązany. W sierpniu byłam także tydzień w Paryżu ale o tej podróży napiszę w następnym wpisie a narazie pozdrawiam wszystkich.
Maj na wsi
Maj 27th, 2010 by regionalnaemerytkaJestem teraz bardzo zajęta osobą, ponieważ zycie na wsi wymaga wielu wielu wyrzeczeń. Przepieknie kwitły bzy ale trzeba było uporządkować ogród, zasiać wszystkie warzywa. Mamy także kaczki!! Rosna jak na drozdżach ale także wymagają odpowiedniego traktowania czytaj: jedzenia (pasza, ziemniaki i pokrzywy, pokrzywy, pokrzywy!!). Do miasta wpadamy jak po ogień i zaraz nastepnego dnia rano wyjazd do naszego siedliska. Życie jest tam zupełnie inne. Nie oglądamy telewizji, dużo więcej za to czytamy i słuchamy radia (trójki). Jesteśmy przez to o wiele zdrowsi. Zresztą jemy dużo mniej mięsa a więcej warzyw. Słowiki wieczorami dają nam koncerty i gdyby nie ta okropna pogoda to do szczęścia nic by nam nie brakowało. Odwiedziły nas także dzieci i zrobiliśmy bardzo fajne spotkanie rodzinne. Oby tak dalej. Powódź nas nie dotyczy bo mieszkamy na terenach gdzie nie ma w pobliżu żadnej rzeki. Współczujemy natomiast bardzo osobom poszkodowanym i staramy się chociaż trochę im pomóc przekazując najpotrzebniejsze im rzeczy na ten okropny dla nich czas. Namawiamy także do tego aby pomagać powodzianom, bo nigdy nie wiadomo co nas może spotkać.
